oznajmić, że jeśli się dogadamy, zostawię cię w spokoju. Jak już

poznać.
na mnie bardzo rozgniewana.
imię. Gdyby mnie przejechała ciężarówka, to wcale bym nie
- Owszem, ale tylko jego brat tak gwałtownie
parę koni.
kładąc dwa funty na siódemkę kier.
- Bardzo by się przydał.
Jeśli w ogóle było jej to pisane.
Mowery nie zmienił wyrazu twarzy, choć waszyngtońskie
Przyzwyczaił się do jej eleganckich spodni i
Tajemnica
lecz Lucy uznała, że mają ich już wystarczającą ilość. Przeszli
- Debatujemy o sprawach podatkowych - rzucił
Pierce. - To kto jest gotowy na obiad?

rozmowy

Paolo podszedł do okna i wspiął się na palce, by lepiej
- Gdybym ją poobserwował. Dobrze. A przy
spodziewał ani nie obawiał. Mógł na wszelki wypadek

niewielki motel w Kansas. Amy pomaga mu

- Problem? Nie dla mnie.
- Dlaczego skłamałeś? - Nie skłamałem. To ty uważałaś, że jestem Chase’em. - Twoja tożsamość... medalik... - jej głos brzmiał już pewniej. Pełen był nowej, zadziornej siły. - Zamieniliśmy się. Chase leżał przywalony drzewem. Chciałem go wydostać, ale nie mogłem. To był jego pomysł. - Tamta potworna noc prześladowała go od czasu pożaru. Chase miał zakrwawioną, wykrzywioną z bólu twarz. Bela na plecach wyciskała z niego życie. Brig zamknął oczy, ale nie mógł pozbyć się obrazu brata błagającego, żeby zamienili się portfelami i żeby dał mu coś swojego. Brig się nie zgodził. Gdy chciał odsunąć drzewo, które przygniatało brata, Chase wyciągnął rękę i jednym ruchem zerwał Brigowi łańcuszek z szyi. - Zrób to dla mnie - błagał. Jego twarz, tam gdzie nie była poparzona, była śmiertelnie blada. - I dorwij sukinsyna, który to zrobił. Zrozpaczony, spocony Brig robił wszystko, żeby go uratować. Trzymał go za rękę. - Wyjdziesz z tego! Musisz! - Na miłość boską, Brig! To już koniec. - Sprowadzę pomoc! - Daj mi ten cholerny portfel! I weź moją obrączkę. Zrób to dla Cassidy! - Nie, Chase, sprowadzę... - Zamknij się i rób, co mówię. Dla Cassidy i dla mnie! - Chase oddychał z trudem. Z nosa i z ust leciała mu krew. Zaciskał z bólu zęby. - Choć raz w życiu nie bądź egoistą! Uległ. Szybko wyjął portfel z kieszeni Chase’a i zdjął mu z palca obrączkę, a potem wcisnął mu do ręki swój portfel, zaciskając jego palce na wytartej skórze. - Dobrze. - Głos Chase’a był przytłumiony. Przewrócił oczami. - Wytrzymaj! Zaraz wracam. - Śmiertelnie przerażony Brig pobiegł z powrotem do biura. Sięgające czarnego nieba płomienie trzaskały i syczały, pożerając trociny, wióry, kawałki drewna i wszystko, co napotkały na swej drodze. Serce Briga łomotało. Kaszlał. Czarny, dławiący dym, który wzbijał się do nieba, dusił go w płuca. - Proszę, Boże... To nie może być prawda! Nie znowu! Otworzył drzwi do biura. Gorące powietrze wtargnęło do płuc. Tartakiem wstrząsnęła kolejna eksplozja, która wyrwała mu drzwi z ręki. Iskry wzbiły się w powietrze niczym fontanna ognistych węgli. Stopy Briga oderwały się od ziemi. Upadł na plecy. Oświetlone płomieniami niebo wyglądało jak wielka czarno-pomarańczowa plama i było nieziemsko gorące! Próbował się podnieść. Znowu uderzył o ziemię. Rękę i kolano przeszył ból. Krzyknął. Lecący kawałek metalu uderzył go w głowę. - Chase! - jęknął. Zamroczyło go. Skroń przy prawym oku pulsowała od bólu. Krzyknął. Pogrążył się w ciemności. Nim stracił przytomność, poczuł ulgę, że nie będzie cierpiał meczami w płomieniach, które z pewnością go strawią. Ocknął się w szpitalu. Wszyscy zwracali się do niego imieniem brata. Musiał wszystko wyjaśnić. Obiecał sobie, że gdy wyjdzie ze szpitala i stanie na nogach, opowie, jak było. - Kto to zrobił? - dopytywała Cassidy. - Kto jest podpalaczem? Derrick? - Zamrugała oczami. Brig zauważył, że ledwie może utrzymać się na nogach. - Nie wiem. Ale się dowiem. Obiecałem to Chase’owi. - Kłamiesz, Brig - oskarżyła go. Była blada, drżała i wpatrywała się - w niego, jakby miała przed sobą wcielonego diabła. - Byłeś tam! I przedtem, i teraz! - Nie podpaliłem tartaku ani wtedy, ani teraz! Przysięgam na Boga! Patrzyła na niego, jakby rozpaczliwie chciała mu uwierzyć. - Kto mógł chcieć zabić Chase’a? Przygniatało go poczucie winy, ciężkie niczym ołów. - Wielu ludzi. Wiedział, że Derrick zagarnia pieniądze, wiedział o Reksie i Sunny, wiedział o wiele za dużo. Przez lata narobił sobie wrogów. Ale wtedy, gdy wybuchł pierwszy pożar, nikt nie życzył mu śmierci. - Brig wsadził ręce do kieszeni. - Myślę, że w pożarze, w którym zginęła Angie, miałem zginąć ja. Tylko ktoś pomylił mnie z Jedem Bakerem. To ja miałem być tamtej nocy z Angie. Byłem z nią na przyjęciu u Caldwella. - Myślisz, że to ciebie chcieli zabić? - powtórzyła, jakby coś zaczęło świtać jej w głowie. - Może tym razem również. - Wtedy i teraz też? Ale kto? Nikt nie wiedział, że wróciłeś... - Ktoś wiedział. - Kto? - Myślała o wszystkich wrogach, jakich Brig miał w Prosperity. - Willie wiedział. Był przy obydwu pożarach. Widział mnie. Cassidy pociemniało w oczach. - Chyba nie masz zamiaru winić tego biednego chłopaka, który nie mógłby...
an43

Federico ściskał jej dłoń. Był tak blisko, że nie mogła

tak? Żyła w zawieszeniu i niepewności, cierpiała, a panu Hatcherowi
Siwe pasmo w jej brudnych włosach zalśniło w świetle jarzeniówki.
O tym nie pomyślała. Zatrzymała się i wyjęła rolkę gazy z